Nastepny mecz

Newcastle United

Bristol City -:-
 
25.02.2017
St. James' Park, Newcastle

Ostatni mecz

Newcastle United

Aston Villa 2-0
 
20.02.2017
St. James' Park, Newcastle

Tabela Championship

LpDrużynaMeczePunkty
1.Brighton & Hove Albion 3268
2.Newcastle United 3166
3.Huddersfield Town 3161
4.Reading FC 3260
5.Leeds United 3358
6.Sheffield Wednesday 3258

Cała tabela

Logowanie

 
 

Przypomnij hasło

Zarejestruj się

Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?
Zrób to teraz i zostań pełnoprawnym użytkownikiem Serwisu Newcastle United!

 

Opuszczenie domu rodzinnego nie było dla mnie miłym doświadczeniem. Gdy wyjeżdżałem z Newcastle, żeby dołączyć do ekipy Southampton, wciąż miałem jeszcze "mleko pod nosem" i nie byłem przygotowany do prawdziwego dorosłego życia. Miałem piętnaście lat i dopiero co skończyłem szkołę, ale wtedy liczyło się dla mnie tylko to, że staję przed niepowtarzalną szansą uprawiania zawodu o jakim zawsze marzyłem.
Piłka nożna była całym moim życiem, a ten wyjazd stał się pierwszym szczeblem drabiny, jaką musiałem pokonać. Chciałem zarabiać na życie grą w piłkę, a teraz nic nie stało już na przeszkodzie, abym został profesjonalnym piłkarzem!
Długą podróż do Southampton odbyłem z czterema chłopakami z północno-wschodniej Anglii, którzy również zostali wytypowani do szkółki "Świętych". Bardzo tęskniłem za mamą, tatą, wogóle za całą rodziną i przyjaciółmi, ale utrzymywałem z nimi stały kontakt telefoniczny. Poza tym wracałem do Newcastle na niektóre weekendy i wakacje.
Starałem się przyzwyczaić do tego nowego życia, chciałem cieszyć się każdą minutą. Ciężko pracowałem, uczyłem się jak samemu dawać sobie radę. Szybko poznałem nowych przyjaciół, zaaklimatyzowałem się. Okazało się, że Southampton jest dla mnie znakomitym miejscem rozwoju, nie tylko jako piłkarza, ale i jako człowieka. Ten okres mojego życia pomógł mi dojrzeć i usamodzielnić się. Uodporniłem się na liczne przeciwności losu, z którymi musiałem sobie radzić sam.
Zarabiałem tyle, że starczało mi tylko na najpotrzebniejsze rzeczy. W pierwszym roku miałem 22,50 funtów tygodniowo, później moja "tygodniówka" wzrosła do 35 funtów. Klub płacił mi też za bramki, a także mały bonus (20 funtów) na dojazdy. Tak naprawdę to było moje kieszonkowe, bo mieszkałem blisko stadionu i na treningi chodziłem pieszo. Jednak jak na życie "rozbrykanego" nastolatka nie miałem za dużo pieniędzy i zazwyczaj dzień przed wypłatą byłem absolutnie spłukany. Właściwie to nawet nie wiem na co te pieniądze wydawałem, ale pamiętam, że sporą część naszej forsy zostawialiśmy z kolegami w klubach bilardowych i kasach kin.
W każdy czwartek chodziliśmy do college'u na studia zarządzania, organizowane przez klub. Nigdy nie myślałem o studiowaniu, ale przykładałem się do nauki, bo zależało mi na poprawnym rozwoju kariery. Komentarze moich nauczycieli były podobne do tych ze szkoły podstawowej: "Za mało koncentracji... mógłby to robić lepiej... zwykły leń!". Może nie byłem najlepszym studentem, ale nikt nie mógł mi odmówić zaangażowania i determinacji na treningach!
Najmilej wspominam chwile spędzone w klubie. To była ciężka praca, wymagająca mnóstwa wyrzeczeń, ale uwielbiałem każdą minutę spędzaną na stadionie. Pracowaliśmy z Dave'm Merrington'em, który później był też menadżerem pierwszej drużyny Southampton. Był tak jak ja "Geordiem" i zawsze mieliśmy dobre układy. Nie było jednak mowy a jakimś faworyzowaniu, wszyscy ciężko harowaliśmy. Kiedyś kłóciłem się z jednym z chłopaków z drużyny. Chciałem mu wytłumaczyć, że dziś jest jego kolej na wykonywanie "specjalnego zadania od trenera". Kiedy usłyszał to Dave podszedł do mnie i krzyknął nad uchem: "Ja ci pokaże kto ma zrobic to zadanie, przyjemniaczku! Jutro o siódmej rano masz być na boisku treningowym! Zrozumiano???" Oczywiście przyszedłem... I co? Musiałem wysprzątać dokładnie korytarze i wszystkie szatnie! Z Dave'm się nie dyskutowało. Jednak podpadłem mu kiedyś jeszcze raz. Zostawiłem odkręcony kran w magazynie i woda zalała cały gabinet medyczny, który znajdował się dokładnie piętro niżej. Za karę musiałem przebiec 50 okrążeń dookoła boiska, na mrozie i po śniegu. Ale nie biegałem sam... przeze mnie biegała cała drużyna! A Dave stał i sprawdzał czy nie oszukujemy.
Nasz "dzień pracy" zaczynaliśmy zazwyczaj o 8:45, a kończyliśmy po 17. Oprócz mozolnych treningów pod czujnym okiem Dave'a mieliśmy jeszcze sporo innych zajęć, np. czyściliśmy buty wszystkim starszym zawodnikom, myliśmy korytarze i szatnie, porządkowaliśmy gabinety medyczne albo zanosiliśmy brudne stroje do pralni. Tak sobie teraz myślę, że dzisiaj młodzi piłkarze mają chyba łatwiej...
W swoim pierwszym sezonie w barwach Southampton strzeliłem 55 goli. Graliśmy wtedy w South East Countries League Division Two. Wtedy zauważył mnie Chris Nicholl, trener pierwszej drużyny. Zainteresował się mną i kazał mi przychodzić na dodatkowe popołudniowe treningi. To właśnie na tych zajęciach zacząłem pracować nad tym, czego mi jeszcze brakowało. Miałem mocno umięśnione uda, nieproporcjonalne w stosunku do reszty ciała. Tim Flowers, mój dawny kumpel, powiedział o mnie kiedyś: "Kiedy przyszedł po raz pierwszy do Southampton'u wyglądał tak, jakby do tułowia dzieciaka miał doczepione nogi dorosłego." Rzeczywiście mięśnie ud miałem już solidne, ale to ważne dla napastnika. Dzięki nim miałem silny strzał (szczególnie prawą nogą), dobre przyspieszenie i wyskok do główek. Jednak trzeba było zacząć pracować też nad resztą...

[ Wróć ]