Nastepny mecz

Newcastle United

Bristol City -:-
 
25.02.2017
St. James' Park, Newcastle

Ostatni mecz

Newcastle United

Aston Villa 2-0
 
20.02.2017
St. James' Park, Newcastle

Tabela Championship

LpDrużynaMeczePunkty
1.Brighton & Hove Albion 3268
2.Newcastle United 3166
3.Huddersfield Town 3161
4.Reading FC 3260
5.Leeds United 3358
6.Sheffield Wednesday 3258

Cała tabela

Logowanie

 
 

Przypomnij hasło

Zarejestruj się

Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?
Zrób to teraz i zostań pełnoprawnym użytkownikiem Serwisu Newcastle United!

 

Strona główna -> Teksty -> Alter ego Mike'a Ashley'a

Chłodny poranek na St James' Park w sobotę, 10 listopada. Przed stadion zajeżdżają trzy luksusowe samochody marki Bentley. Nikt nie jest jednak zdziwiony, wszak właściciel Newcastle United, Mike Ashley, a to on właśnie siedział w jednym z wozów, zwykł podróżować z pompą. Lecz wkrótce nastąpił szok. Ashley, razem z 10 innymi fanami Newcastle, głównie klubowymi stewardami, wsiadł do używanego, mającego z pewnością najlepsze lata za sobą minibusa. W godzinę później, 43-latek stał już na trybunach Stadionu Światła, przyodziany w czarno-białe barwy. Pozował również razem z innymi kibicami do zdjęć, znanym zwyczajem podnosząc koszulkę i pokazując swój brzuch.

Mike Ashley
Prawda, że mili dżentelmeni?

Cóż w tym dziwnego? Ktoś mógłby tak spytać i to pytanie bynajmniej nie byłoby bezzasadne. Żeby w pełni na nie odpowiedzieć należy cofnąć się wstecz o kilka miesięcy i przywołać okoliczności, jakie towarzyszyły sprzedaży klubu Mike'owi Ashley'owi. Otóż gdy pierwsze plotki o niewiążących jeszcze podówczas negocjacjach ujrzały światło dzienne, tysiące kibiców Newcastle zaczęło zapewne wertować różne sportowe źródła, jak również strony internetowe poszukując informacji na temat "tego całego Ashley'a". Syzyfowa praca i próżny trud - tak można w telegraficznym skrócie podsumować te bezowocne wysiłki. Wszelkie możliwe źródła z uporem maniaka milczały bowiem o Ashley'u, przekazując oczywiste dla każdego rozumnego człowieka dane, jakoby był on obrzydliwie bogaty (skoro ktoś negocjuje warunki kupna, bądź co bądź uznanego klubu, to z samego kontekstu jasne jest, że kieszeń musi mieć zasobną - logos Archimedesa jest tutaj niepotrzebny, aby to pojąć). Lecz w tej pozornej dezinformacji kryła się informacja będąca esencją dotychczasowego trybu życia Mike'a Ashley'a. Ponieważ niżej podpisany nie jest na tyle dobrze obeznany w meandrach fachowej terminologii psychologicznej, aby wydawać wiążące diagnozy, poprzestanie na określeniu co do którego nikt nie może mieć wątpliwości - kliniczny typ introwertyka. Takim też był Ashley, więc nawet najstarsi górale nie pamiętają, skąd w tamtych gorących dniach portal Sky Sports "wytrzasnął" jego zdjęcie.

Mike Ashley
Każde uczucie jest piękne

Na zdjęciu widniał taki "zwyczajny" pan, w średnim wieku, choć jeszcze nie szpakowaty, o pucułowatych policzkach, słusznej postury. Wiadome było wówczas, że osoba ze zdjęcia może w niedługim czasie przejąć stery na St James' Park, lecz powstały słuszne obawy, że odludek tego typu może się nie sprawdzić w roli właściciela i żyć w oderwaniu od społeczności kibiców, jak również realiów klubu. Bardzo wymowny w tej mierze jest tekst, jaki pojawił się swojego czasu w gazecie "Guardian", którego fragmenty warto przytoczyć: "Sądzi się, że tajemniczy miliarder [Ashley] mieszka sam jeden w wielkim domu na obrzeżach Hertfordshire. Budynek jest schowany za drzewami, a kamery CCTV cały czas strzegą dostępu do zamkniętych bram i obserwują pół-milowy podjazd. Sąsiedzi Ashley'a twierdzą, że nigdy go nie widzieli. W pobliskim pubie nikt nawet o nim nie słyszał. Kiedy lokalna gazeta próbowała dowiedzieć się czegoś na jego temat, w końcu wpadła na koncept, aby prośbę o jakiekolwiek informacje zamieścić na swoich własnych łamach. Nie było żadnego odzewu." Pragnienie pozostawania anonimowym przybrało w przypadku Ashley'a skrajną postać. Organizatorzy jednego z charytatywnych obiadów, w którym brał udział obecny właściciel Newcastle, zostali poinstruowani, aby usunąć jego nazwisko z listy oferentów. Ashley'a nie było również na zdjęciach z obiadu. Tylko raz udzielił wywiadu dla gazety, a dziennikarz "Sunday Times", Philip Beresford, który skompletował listę najbogatszych mieszkańców Wielkiej Brytanii (na marginesie można dodać, że Ashley uplasował się na tej liście na 25 miejscu), nazwał go "brytyjską odpowiedzią na Howarda Hughes [obrzydliwie bogaty Amerykanin, który na pewnym etapie swojego życia całkowicie odseparował się od świata zewnętrznego]". Już powyższe napomknienia świadczą o sposobie życia, jaki realizował kiedyś Ashley. Tylko w oparciu o te fakty można zrozumieć niesamowitość rewolucyjnej przemiany, jaka zaszła w jego mentalności po zagłębieniu się w piłkę nożną i sprawy Newcastle United.

Mike Ashley
Gdziekolwiek Ashley się pojawi, jest rozchwytywany przez fanów

Wszystko zaczęło się jeszcze w sierpniu, gdy Mike Ashley po raz pierwszy wybrał się na mecz Newcastle, ubrany w klubową koszulkę z nazwiskiem Smitha na plecach. "Sroki" starły się wówczas na wyjeździe z Middlesbrough i chociaż sam mecz zakończył się remisem, dla Ashley'a dzień bynajmniej się na tym nie skończył. Wręcz przeciwnie - tej samej nocy postanowił się wybrać do jednego z klubów nocnych w Tyneside. Z tego zamysłu wyniknęły osobliwe perturbacje, a mianowicie ochrona nie wyraziła zgody na wejście do środka człowieka odzianego w koszulkę Newcastle. Dopiero gdy ustalono prawdziwą tożsamość Ashley'a pozwolono mu bez przeszkód wkroczyć na teren klubu. W tym momencie poczuwam się do obowiązku uspokoić wszystkich słuchaczy Radia Maryja i pruderyjnych przeciwników nowoczesnych zwyczajów - Mike Ashley bawił się bardzo przyzwoicie i nie robił niczego o znamionach lubieżności. Postawił każdemu drinka, a personelowi zostawił na pamiątkę "skromny" napiwek opiewający na 10 000 funtów. Oczywiście w nawiązaniu do wizyty Ashley'a, należało zmodyfikować nieznacznie zakaz wchodzenia do klubu w strojach sportowych. Teraz w zakazie stoi, że "żadnych piłkarskich trykotów, no chyba, że jesteś właścicielem Newcastle."

Mike Ashley
Laski - jak na angielskie standardy - są przednie

Nowy sposób spędzania wolnego czasu zapewne przypadł Ashley'owi do gustu, jako że od tego czasu regularnie wciela go w życie, spotyka się z kibicami, bardzo chętnie pozuje do zdjęć, obsypuje fanów drinkami, odwiedza okoliczne lokale. Zastępca menedżera jednego z takich lokali, o wdzięcznej nazwie "Buffalo Joe's", powiedziała po jednej z wizyt Ashley'a: "Myśleliśmy już, że będzie to zwyczajna sobota, lecz kiedy na horyzoncie pojawił się Mike Ashley, atmosfera uległa zmianie. Każdy o nim opowiadał, od kiedy pojawił się w środę w Blu Bambu [nazwa innego lokalu], zrozumiałe więc, że byliśmy podekscytowani. Przybył razem z grupką przyjaciół, a wszyscy byli w szampańskich humorach. Dołączyli do nas, tańcząc i śpiewając. Zaintonowaliśmy kilka piłkarskich piosenek, co bardzo im się spodobało. Po tym jak Pan Ashley kupił Newcastle, wiele się mówiło, że jest on samotnikiem, który rzadko był widywany przez personel w firmach ukierunkowanych na produkcję odzieży sportowej, które prowadzi. Kibice Newcastle i nasi bywalcy powiedzieli o nim: "W żadnym razie nie jest nieśmiały. Chwalił sobie uwagę, jaką go obdarzano i był bardzo popularny wśród pań. Musieliśmy czekać wieki, aby zrobić sobie z nim zdjęcie."

Mike Ashley
Najnowsze badania empiryczne bezsprzecznie dowodzą, że dalmatyńczyki to najmądrzejsze psy. Ciekawe dlaczego...

W świetle powyższych faktów, nikogo nie powinno dziwić, że gdy prezes Sunderlandu zabronił Ashley'owi wejść w koszulce Newcastle do strefy przeznaczonej dla zarządu, ten postanowił zasiąść razem z innymi kibicami Newcastle na trybunie Stadionu Światła dla fanów drużyny przyjezdnej. Sobotnie wydarzenia są naturalną konsekwencją przemiany Ashley'a, którą mamy okazję obserwować od sierpnia. Jeśli wierzyć w pogłoski o samotniczej naturze właściciela Newcastle United, a pogłoski te są wiarygodnie umotywowane, nie ma zatem podstaw, aby nie dawać im wiary, można, a nawet należy się porządnie zastanowić nad przyczyną zmiany podejścia do życia. Ponieważ nikt inny nie rozstrzygnie tego lepiej, niż sam Ashley, zdajmy się na jego słowa: "Kupiłem ten klub, aby zostać częścią jego pasji i to się sprawdza. Czuję się tutaj jak w domu. Kocham to miejsce, klub, a w szczególności fanów. Któżby ich zresztą nie kochał? Chcę się dobrze bawić i wygrać kilka pucharów". Trzeba przyznać, że z załączonych obrazków i krążących dookoła plotek, jasno wynika, że w istocie Ashley bawi się świetnie. Gorzej z pucharami, ale może i na to przyjdzie czas. Sam właściciel sukcesów oczywiście nie zagwarantuje, ale jego optymistyczne nastawienie dobrze wróży na przyszłość.

[ Wróć ]


Opracował: bushi