Nastepny mecz

Newcastle United

Koniec sezonu -:-
 
01.07.2017
St. James' Park, Newcastle

Ostatni mecz

Newcastle United

Barnsley 3-0
 
07.05.2017
St. James' Park, Newcastle

Tabela Championship

LpDrużynaMeczePunkty
1.Newcastle United 4694
2.Brighton & Hove Albion 4693
3.Reading FC 4685
4.Sheffield Wednesday 4681
5.Huddersfield Town 4681
6.Fulham Londyn 4680

Cała tabela

Logowanie

 
 

Przypomnij hasło

Zarejestruj się

Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?
Zrób to teraz i zostań pełnoprawnym użytkownikiem Serwisu Newcastle United!

 

Strona główna -> Wspomnienia kibica -> Newcastle - Blackburn, wrzesień 2004

Kibicem Newcastle United jestem od paru ładnych lat, ale przez ten cały czas byłem "tylko" na dwóch meczach. "Tylko" bo biorąc pod uwagę, fakt że mam w Newcastle rodzinę powinienem tych meczów zaliczyć znacznie więcej, z drugiej jednak strony, mam świadomość, że wielu kibiców NUFC marzy choćby o wizycie na stadionie, nie mówiąc już o meczu! Świadomy więc swojego szczęścia, opiszę poniżej drugi mecz, na którym byłem z Blackburn Rovers.
W tym roku rozpocząłem studia na Uniwersytecie Szczecińskim, były więc to moje pierwsze wakacje, które trwały cały wrzesień. Wiedziałem, że będzie to idealny moment na to żeby po raz drugi zobaczyć moich ulubieńców w akcji! Przygotowania rozpocząłem na początku sierpnia. Najpierw zadzwoniłem do cioci, czy w ogóle ma ochotę oglądać mnie w połowie września, odpowiedź była dokładnie taka jakiej się spodziewałem, przystąpiłem więc do studiowania terminarza. To było to, do wyboru miałem trzy mecze, ale zdecydowałem się na ten z Blackburn - z różnych przyczyn. Teraz należało znaleźć najtańszy bilet lotniczy, który sprawiłby, że dnia 11 września będę na stadionie :) . Zanim się obejrzałem był 10 września, godzina 11, przyjechał po mnie busik, zawiózł do Berlina stamtąd to już tylko "rzut kamieniem" i ok. godziny 19 siedziałem wygodnie w domu cioci, czytając zapowiedzi meczu!
Przed wyjazdem wszyscy śmiali się, że jadę właśnie w takim momencie. Newcastle nie wygrało czterech meczów z rzędu, Bobby Robson stracił pracę, a na trybunach miał po raz pierwszy zasiąść Greame Souness, trener, którego nikt się nie spodziewał na stanowisku zwolnionym przez sir. Bobbyego. Generalnie nic nie zapowiadało sukcesu, ale ja :) jak to ja, byłem święcie przekonany, że będzie to pierwsze zwycięstwo!!!
Na mecz wybierałem się z bratankiem mojej cioci, na maxa wyluzowany 35 latek :) hehe. Przed meczem umówieni byliśmy na piwko, a po meczu, na całonocną eskapadę, zapowiadał się naprawdę świetny dzionek. Spotkaliśmy się u niego i od razu wyruszyliśmy na stadion, najpierw metro, na co dzień koloru żółtego, dzisiaj jedyne obowiązujące barwy to biały i czarny! Wagony zapchane, wszyscy w świetnych humorach, nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby się awanturować. Poczułem ten klimat, pamiętałem go z ostatniego meczu, na którym byłem, z Boltonem. Po wyjściu z metra, nic się nie zmieniło wszędzie tylko biało-czarne barwy i hektolitry... piwka :] . Zbliżaliśmy się do stadionu a adrenalina rosła, wejście na trybuny zajęło nam 3 minuty, nie to co w naszym kraju, gdzie przebicie się przez wielkie kolejki i tabuny ochrony trwa, na ciekawszych meczach, nawet do pół godziny. Organizacja rewelacyjna!!! Gdy odszukaliśmy nasze miejsca byłem podwójnie szczęśliwy, mimo, iż były w samym rogu co uniemożliwiało idealne śledzenie spotkania pod względem taktycznym, to byłem tylko 4 rzędy od murawy, w efekcie miałem swoich ulubieńców na wyciągnięcie ręki. Od razu zabrałem się za robienie zdjęć. Nad nami siedziała grupka kibiców Rovers, rozśpiewani i zadowoleni, nie wiedzieli jeszcze co ich czeka!!! Oszczędzę sobie dokładnych opisów akcji, ale zdjęcia, które udało mi się zrobić przedstawiają miedzy innymi Roberta przed rzutem rożnym po którym padła pierwsza bramka, moment radości po dwóch kolejnych oraz wiele innych ciekawych boiskowych sytuacji. Jako maniak NUFC wpadłem na pomysł uruchomienia dyktafonu w telefonie podczas gdy spiker czytał skład drużyny. Mój "opiekun" nie był pewny czemu to robie, ale on tego nie zrozumie :] . Gdy rozległ się ostatni gwizdek kibice odśpiewali jedną z pieśni, ich ulubieniec - Alan Shearer - przeszedł wokół murawy dziękując za doping, a "the lads" za wspaniały mecz w wykonaniu kapitana i jego kolegów.
Mecz był rewelacyjny, trzy bramki, naprawdę świetna gra i pierwsze trzy punkty!!! Czego chcieć więcej? Drugi mecz w moim życiu na St. James' Park i drugie zwycięstwo.
W pamięci zapadła mi jeszcze jedna sytuacja obrazująca atmosferę na stadionie. Mniej więcej w połowie meczu gdy spojrzałem w stronę miejsca, w którym siedzieli fani przyjezdnych, ujrzałem coś co na naszych stadionach zakończyłoby się krwawą jatką. Któryś z kibiców najprawdopodobniej zaczął rozrabiać, więc jeden z policjantów, malutki i drobniutki wszedł w grupę kibiców Rovers poprosił delikwenta, żeby poszedł z nim. Ten grzecznie podniósł się z miejsca i podążył za stróżem prawa. Pozostałym kibicom przez myśl nie przeszło atakowanie tego, w gruncie rzeczy bezbronnego, policjanta. Pożegnali kolegę i zajęli się tym po co przyjechali do Newcastle - kibicowaniem własnej drużynie.
Atmosferę po meczu opisałem przy okazji relacji z meczu z Boltonem, mecz z Blackburn utwierdził mnie w przekonaniu, że klimat na angielskich stadionach ma w sobie to "coś". Na pewno przy najbliższej okazji będę chciał moją wizytę na tym pięknym stadionie powtórzyć.

Link do galerii zdjęć z meczu NUFC - Blackburn
Link do galerii zdjęć Centrum treningowego
Plik dźwiękowy - spiker czyta nazwiska piłkarzy NUFC (990 kB)


Swoje wspomnienia opisał: Robert "Roberto" Balcerowicz