Nastepny mecz

Newcastle United

Rotherham United -:-
 
21.01.2017
St. James' Park, Newcastle

Ostatni mecz

Brentford FC

Newcastle United

1-2
 
16.01.2017
Griffin Park, Brentford

Tabela Championship

LpDrużynaMeczePunkty
1.Newcastle United 2758
2.Brighton & Hove Albion 2657
3.Huddersfield Town 2749
4.Leeds United 2748
5.Reading FC 2646
6.Sheffield Wednesday 2745

Cała tabela

Logowanie

 
 

Przypomnij hasło

Zarejestruj się

Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?
Zrób to teraz i zostań pełnoprawnym użytkownikiem Serwisu Newcastle United!

 

Boże Narodzenie samo w sobie jest wspaniałe. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mogłem spędzić święta w domu, wraz z całą rodziną Shearerów. Zazwyczaj jest to dla nas, profesjonalnych piłkarzy, jeden z najbardziej zabieganych okresów roku. Spędzamy ten czas zazwyczaj na wyjazdach w hotelach, bo wtedy rozgrywamy mnóstwo spotkań. Trzeba wtedy bardzo uważać, żeby sobie zbytnio nie pofolgować. Ale tamtego roku było inaczej. Mogłem jeść, pić i świętować bez żadnych obaw. Moja mama, tato i rodzice Lainyi dołączyli do nas i dzieci. Spędziliśmy wtedy naprawdę cudowne święta, które na zawsze pozostaną w pamięci.
Wielki przełom w mojej karierze nastąpił 12 stycznia 1998 roku, kiedy rozegrałem sparing z rezerwami Newcastle przeciwko drużynie juniorów. Na trybunach pojawiła się niewielka grupka obserwatorów, którzy byli bardzo ciekawi, jak wypadnę w swoich pierwszych dziewięćdziesięciu minutach na murawie po kontuzji. Byli wśród nich Kenny Dalglish, Terry McDermott, nasi fizykoterapeuci Derek Wright i Paul Ferris oraz doktor Rob Gregory. Nie mogłem uwierzyć w to, jak dobrze poszło mi w tym meczu. Byłem mocno zmęczony na początku drugiej połowy, ale złapałem "drugi wiatr" i dograłem do końca spotkania. Wygraliśmy 5:0 i udało mi się strzelić jedną bramkę - uderzyłem z odległości 20 jardów, piłka odbiła się od obrońcy i wpadła do bramki. Ale to nie było najważniejsze. Najbardziej cieszyło mnie, że zdołałem bez większych problemów rozegrać cały mecz! Było kilka elementów. nad którymi powinienem popracować. Zapomniałem już jak szybko trzeba się poruszać po boisku, żeby przyjmować piłkę. Brakowało mi również "kleju" na stopach - piłka często mi uciekała. Wiedziałem, że muszę to poprawić. Po tym meczu wróciłem do domu, wziąłem gorącą kąpiel i położyłem się spać na kilka godzin. Byłem z siebie naprawdę zadowolony!
Po kilku dniach, pod wieczór, zadzwonił do mnie Kenny Dalglish i zapytał mnie, co bym powiedział na powrót do drużyny w ligowym meczu z Boltonem następnego dnia. Spytał jak się czuję, a ja odpowiedziałem, że wszystko jest ok. "Myślę, że nie jesteś jeszcze gotowy na wyjście w pierwszej jedenastce, ale zastanawiam się nad wprowadzeniem cię z ławki" - powiedział. Po chwili dodał: "Ale najpierw muszę się z tym przespać i to dokładnie przemyśleć. Zresztą ty chyba też. Przyjedź jutro rano do mnie to pogadamy". Następnego dnia wstałem późno, około 10.30, bo zasnąłem dopiero nad ranem. Zjadłem lekkie śniadanko i pojechałem na St. James' Park...
Byłem strasznie stremowany i podniecony. Przyszedłem do Kenny'ego, a on zapytał: "To jak" Jesteś gotowy do gry?" Bez namysłu odpowiedziałem, że tak. "Ok. W takim razie jesteś w składzie!" - usłyszałem w odpowiedzi.
Kiedy wszedłem do szatni i zobaczyłem czarno-białą koszulkę z numerem 9, rozwieszoną na wieszaku, przeszedł mnie dreszcz. Po tak długim czasie znów ją ujrzałem. Uświadomiłem sobie wtedy jak wiele straciłem, ile rzeczy mnie ominęło. Potem razem z resztą chłopaków wybiegliśmy na rozgrzewkę. Na stadionie było zaledwie kilka tysięcy kibiców, ale gdy mnie zobaczyli, zgotowali mi fantastyczne powitanie. To było coś niesamowitego...
Tuż przed meczem spotkałem się w tunelu z Peter'em Beardsley'em, moim byłym kumplem z drużyny, który od pewnego czasu bronił barw Boltonu. Podszedł do mnie, przytulił i trzęsąc moją ręką powiedział: "Wspaniele znów cię widzieć, Alan!"

[ Wróć ]